Witajcie serdecznie w Nowym 2016 Roku!
Oby był jeszcze lepszy niż poprzedni, żebyście dążyli do wyznaczonych sobie na ten rok celów i żeby nigdy Was nie opuszczał zapał do pracy w ogrodach oraz radość z niej ;)
Czy my mamy jakieś cele na nowy rok? Może i tak. Bardziej są to proste kierunki rozwoju lub drobne plany. Nie wybiegamy zanadto w przyszłość :)
A dziś o jeszcze jesiennym zimowicie. Nie ma on wiele wspólnego z zimą ;p Jest to jedynie podobieństwo czysto słowne. Chociaż po odzwyczajeniu się od tej najchłodniejszej pory roku i na nią przyszła pora w postaci delikatnego śniegu, oprószającego jeszcze dość intensywnie zieloną, miękką trawę i równie zielone iglaki.
A więc dziś przy okazji odrobiny informacji o zimowicie będzie można też pooglądać nasz ogród w zimowej scenerii.
Zimowit czasami jest mylony z bardziej znanym krokusem. I nie ma co się dziwić, podobieństwo w wyglądzie jest oczywiście spore.
Jest to roślina bulwiasta i cebulowata. Z jednej cebuli może wyrosnąć od kilku do nawet kilkunastu kwiatów.
Zimowity kwitną we wrześniu i październiku. My w zeszłym roku kupiłyśmy i posadziłyśmy dwie cebulki tak trochę 'na czuja', ale po tym jak uroczo zakwitły przed iglakami, chcemy zdecydowanie więcej :)
Termin sadzenia przypada na około połowę sierpnia. Wiosną natomiast wrastają długie liście, które powinny pozostać do zżółknięcia. Stanowisko słoneczne lub półcieniste, a gleba najlepiej przepuszczalna i dość wilgotna. Łatwo zapamiętać 'parametry' sadzenia: bulwy co 15 cm i na 15 cm głębokości. I co najfajniejsze bulwy nie marzną zimą :) Jeszcze istotną sprawą jest przesadzanie. Na pewno trzeba to zrobić gdy bulwy rozrosną się na tyle, że znajdują się zbyt blisko siebie. Robi się to w czerwcu, i albo od razu po rozdzieleniu sadzi, albo przechowuje się suchym i chłodnym miejscu aż do połowy sierpnia.
Ciekawostką jest również, o czym dowiedziałam się sama podczas przygotowywania posta, że jest to roślina zarówno trująca, jak i lecznicza. Tą lepszą leczniczą częścią jest bulwa, którą można wykopać wiosną, pokroić w plastry i wysuszyć. Działa przeciwbólowo i przeciwzapalnie.
No, a teraz w końcu coś dla oka ;)
Na końcu zdjęcia przepięknej zimy. Według mnie każda pora roku jest wyjątkowo urocza!
Marzenie.. :) źródło --->
Nasz zimowy ogród!
Chyba już niemalże w każdym domu można poczuć tę najbardziej wyjątkową w roku atmosferę. My powoli się ogarniamy, chociaż wiadomo, że pewnych rzeczy nie da się wcześniej zrobić. Piec i gotować trzeba na ostatnią chwilę. Ale za to choinka już ubrana, balkon przystrojony oraz drobne dekoracje i stroiki zrobione.
Choinka sztuczna. Niestety bądź stety ;) Dwa lata temu podeszliśmy w domu praktycznie do tematu choinki. Wiele lat była żywa choinka, natomiast jej wniesienie przez korytarze, przedpokój pozostawiało po sobie wiele bałaganu. Ale sztuczna może być równie piękna, ponieważ wybór w sklepach jest teraz przeogromny. Niedość, że równa i gęsta, to jeszcze może ładnie pachnieć, jeśli ją odpowiednio przystroimy np. piernikami czy wysuszonymi plastrami pomarańczy z goździkami.
Zrobiłam w tym roku też stroik na drzwi wejściowe. Kupiłam okrągły wiklinowy podkład oraz wykorzystałam do tego bombki i inne małe elementy. Wszystko przymocowywane było klejem na gorąco. Zaoszczędza to znacząco czas. Pewnie będziecie się zastanawiać dlaczego użyłam tak mało 'zielonych' gałązek, ale chodziło o pewien minimalizm. Wiem, że to za dużo powiedziane, ponieważ patrząc na ilość wykorzystanych świecących bombek, coś tu mogłoby się nie zgadzać :)
Z całego serca życzymy Wam ciepłej i rodzinnej atmosfery w tegoroczne święta Bożego Narodzenia, wiele radości i uśmiechu, a w nadchodzącym Nowym 2016 Roku mnóstwa cudownych chwil, mniej trosk oraz więcej deszczu, aby roślinki w naszych ogrodach mogły pięknie się rozwijać i upiększać nam każdy dzień :)
Przedświąteczny czas jest jeszcze bardziej zwariowany niż byśmy się spodziewały. I co roku jesteśmy zaskoczone ilością pracy i obowiązków, nie tylko w domu, wszędzie jest coś do zrobienia. U Was też tyle pracy? :) Porządki ogólne już prawie zrobione, a pierniczki upieczone czekają na udekorowanie <3 Ale w końcu znalazła się i krótka chwila na bloga.
Mógłby chociaż śnieg spaść, żeby wprowadzić atmosferę. Ale nie o tym dziś ;)
Na naszych parapetach królują głównie storczyki, ale jest też wiele innych roślin doniczkowych. Między innymi sansewieria.
Według mnie roślina ta pasuje do bardziej eleganckiego lub nawet prostego wystroju. Nadaje wytworności, ponieważ sama już się tak prezentuje. Oczywiście jest to rzecz gustu, kto jak ją dopasuje do otoczenia. Ale właśnie można ją wykorzystać w dość stylowy sposób.
Sansevieria trifasciata (nazwa naukowa, zwyczajowa to Sansewieria gwinejska) swój charakterystyczny wygląd zawdzięcza mieczowatym grubym liściom, w których to gromadzi zapasy wody i korzysta z nich kiedy chce, dzięki czemu może przeżyć bez podlewania do miesiąca. A więc trzeba uważać, aby nie przesadzić z ilością wody.
Roślinę określa się też jako wężownicę, ze względu na jasne poprzeczne pasy na liściach podobne do wzorów na wężowej skórze.
Uprawa i pielęgnacja
- należy unikać silnie nasłonecznionych stanowisk, gdyż na liściach mogą się pojawić poparzenia; a poza tym obojętne jest czy to będzie cieniste (ale nie zbyt cieniste! - nie wolno przechodzić ze skrajności w skrajność) stanowisko czy bardziej słoneczne
- podlewanie od wiosny do jesieni powinno być regularne, zimą rzadko, nawet jeden - dwa razy w miesiącu; jednak należy zwrócić uwagę, aby wierzchnia warstwa (ok. 2cm) była przeschnięta
- temperatura uprawy powinna wynosić od 18 st C do 24 st C; Sansewieria zniesie spadek temperatury maksymalnie do 10-13 st C
- przesadzanie co 2-3 lata, zwracając uwagę, by na dnie było 2-3 cm drenażu
- rozmnażać najlepiej wiosną poprzez odcięcie u podstawy części kłącza; potem trzeba poczekać, aż się zaleczy, żeby nie wdała się infekcja, wtedy też można zasadzić do doniczki.
Sansewieria to sukulent liściowy, który osiąga do 80 cm wysokości. Istnieją też karłowate odmiany, które rosną tylko do 30 cm.